X logowanie Zapomniałem hasła
 
 

 

Zapraszamy na 3. Festiwal Filmoteki Szkolnej!


Przejdź do strony festiwalu

Program edukacyjny Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej kontakt Filmoteka Szkolna należy do
projekty
<< grudzień 2014 >>
1
Szczegóły:
32. MFF Młodego Widza "Ale Kino!"
2
Szczegóły:
32. MFF Młodego Widza "Ale Kino!"
3
Szczegóły:
32. MFF Młodego Widza "Ale Kino!"
4
Szczegóły:
32. MFF Młodego Widza "Ale Kino!"
5
Szczegóły:
32. MFF Młodego Widza "Ale Kino!"
6
Szczegóły:
32. MFF Młodego Widza "Ale Kino!"
7
Szczegóły:
32. MFF Młodego Widza "Ale Kino!"
08091011
Szczegóły:
Wirtualny Festiwal Filmoteki Szkolnej
121314
15161718192021
22232425262728
293031

PIERWSZE SAMOSPALENIE. Krzysztof Kąkolewski

 

Jesteśmy winni wdzięczność reżyserowi Maciejowi Drygasowi za film Usłyszcie mój krzyk. Film jest filmem historycznym, tylko nie opowiada o Rejtanie czy Walerianie Łukasińskim lecz o Ryszardzie Siwcu, człowieku, który żył niedawno wśród nas.

Rodzaj heroizmu Siwca był w 1968 roku nieznany w Europie, a tym bardziej w katolickiej Polsce, wzięty z całopalnego wniebowzięcia mnichów buddyjskich - podobnie jak potem ruch Solidarności wywodził się częściowo z gandyzmu. Pamiętajmy: dopiero po Siwcu był Jan Palach. Czcząc Palacha zadajemy sobie pytanie: dlaczego znów jest jak z Lidicami? Pierwszą wsią, jaką Niemcy spalili, były Skłoby w Kieleckiem w odwecie za działania Hubala, a potem już tak szło. Nigdy Polacy nie starali się, by opisy kaźni Skłobów, Szałasu, Mnichowa i innych wsi dotarły do świata.

Reżyser po 23 latach każe mówić kilku osobom, które znalazły się w czasie święta dożynek PRL na tzw. Stadionie Dziesięciolecia. Zmusza je, by wróciły na ten stadion i zrelacjonowały co widziały. I czuły.

Ale nawet ci co widzieli, niewiele czuli.

W jaki sposób reżyser odnalazł ludzi z tak różnych branż, które z tak różnych powodów - przeważnie zawodowych - znalazły się na stadionie - pozostanie jego tajemnicą. Wyjmuje ich z innych czasów i stawia w nowych, wobec prawdy, o której myśleli, że będzie zapomniana, a mówienie o niej na zawsze surowo zakazane.

Nastrój filmu zbudowany jest na skrajnym kontraście, wziętym z rzeczywistości. Autor stawia tych ludzi do konfrontacji z samymi sobą, wykluczając jednak możliwość okrutnej konfrontacji z czynem bohatera filmu. Zaczyna od pramaterii filmu - od kamerzystów, których pracę - wtedy - można by dziś wykorzystać. Gdy człowiek zaczął płonąć naprzeciwko ich kamer, zauważyli to czy nie? Nakręcili to czy nie? Może przypadkiem objęli go kamerą? Wyłączyli kamery? Nakręcili nieświadomie? Zaczęli kręcić a potem zobaczywszy, że kręcą coś, na co marnują tylko taśmy, co nigdy, przenigdy nie będzie miało szans na wyświetlenie w kinie - przerwali? Z góry wiadomo było, że to wydarzenie będzie "anulowane", zatarte, wymazane z historii: dosłowna realizacja Roku 1984 Orwella.

Pytania reżysera miały nie tylko obnażyć mentalność ludzi owych czasów, ale także zmierzały do ustalenia czy zachował się choć skrawek taśmy, którą można by wykorzystać w filmie. Odpowiedzi kamerzystów są tak zawikłane, że nie można wywnioskować nic poza jednym: nie warto niczego szukać w materiałach kroniki. Już wtedy daleko zaszliśmy! Poza tym samotnym człowiekiem był głos Andrzejewskiego, który napisał słynny artykuł, inni pocieszali się: Czesi w czasie wojny polsko-bolszewickiej zatrzymali broń idącą do Polski, Benesz wierzył w Rosję i wierzył Rosji, nie Sikorskiemu. Czesi sami zrobili komunistyczny przewrót. Atmosferę zobojętnienia, pustki oddają głosy tego filmu. Może nigdy nie byliśmy tak blisko przepaści. Żydzi odczuli wtedy obojętność społeczeństwa na ich krzywdę, bo ono zobojętniało na własne krzywdy. Magiczny rok 1984, w którym miał przestać istnieć ZSRR, wydawał się śmiesznym wymysłem. Wszystkim, nawet młodym wydawało się, że za ich życia nie będzie Polski. Obolałość dochodzi do stanu skrajnego: znieczulenia, atrofii umysłów, bezkrytyczności, a niepoinformowanie do pogranicza samobójczej niewiedzy.

Siwiec był jednym wobec stu tysięcy. Jakaż nie do opisania samotność, męczeństwo przypominające pierwszych chrześcijan ginących wśród rozradowanych widzów. Jest i stadion, skopiowany z greckich i rzymskich wzorów.

Ale ten tłum nie był rozradowany, nie był wrogi, nic nie czuł, nic nie myślał mózgami białymi od telewizji.

Najwyższą wartością filmu Drygasa jest zestawienie człowieka, który płonie z tancerzami. Są niby radośni świętem socjalizmu. (Istotą totalitaryzmu jest świętowanie rocznic i rocznic rocznic, każdy dzień w kalendarzu był czyimś świętem: matki, nauczyciela, dziecka, pielęgniarki). Zarazem mechanicznie wykonujący pas są maszynką ludzką, marionetkami tańczącymi jak w XVIII-wiecznej zabawce. Są zabawką dyktatora dzierżawiącego władzę od obcej przemocy.

Opozycja dramaturgiczna między geniuszem śmierci, wyzwaniem jej, zagęszczonej jak ogień i dym, który obejmuje Siwca, jego zagadkowym aż spokojem, nieruchomością wobec bólu oparzeń, płonącego ciała - a nicością, przeciętnością, brakiem życia, zamarciem tłumu. To nie Siwiec popełnił samobójstwo, ale stutysięczny tłum. To oni - sto tysięczni - nie żyją a Siwiec żyje.

Najciekawsza z punktu widzenia analityka, a najpotworniejsza z punktu widzenia etyka jest wypowiedź kierowniczki czy reżyserki masowego pokazu tańca, ludowego baletu dla rządu, tworzącego geometryczne figury (i chyba napisy z ciał, tego nie jestem pewien).

Najzwyczajniej jak gdyby nic, tańczyli!!! Wydała takie polecenie! Taniec, gdy człowiek płonie, gdy człowiek umiera, gdy ginie: muzyka i taniec, które zagłuszają jego krzyk, taniec, który odwraca uwagę, zamazuje, niszczy, spycha do niepamięci. Pani reżyser nie przerwała tańca - bo mazura ćwiczyła półtora miesiąca. Sprawiłaby zawód tancerzom. Tak czekali na ten występ! Post factum widzowie męczeństwa Siwca, krytykują go, że wybrał zły moment: trzeba było się podpalić, gdy przemawiał Gomułka, a tak tańczący odwrócili od niego uwagę. Ale tak stało się lepiej. Ten występ był konieczny, bardziej niż wszystko inne przydał się ofierze Siwca, głębia kontrastu fascynuje. Dobrze, że pani instruktor nie przerwała występu porażona trądem totalizmu. Nie przyszło jej do głowy, by powiedzieć dla filmu, że się bała, że zaniechanie występu naraziłoby ją na utratę pracy, a może więzienie? Ten film nie daje pociechy jakiej się szuka w kinie. Znajdujemy w nim wytłumaczenie względnych sukcesów naszych dawnych prześladowców. To takie instruktorki, to stadionowy tłum głosował na Cimoszewicza, Partię X (równanie z jedną niewiadomą), to ten tłum czytuje organ Urbana i wymienia go w plebiscytach popularności. Ich nie interesuje przeszłość, tajemnice ich własnego życia, które im narzucono. To jeszcze naród, społeczeństwo, czy już tłum, motłoch? Martwota umysłu, zamieranie uczuć, nawet instynktu samozachowawczego.

Drugi typ reakcji na człowieka płonącego żywcem: jedyna dana mu pomoc jest interwencją sił porządkowych. Aby zapobiec nieprzewidzianemu wydarzeniu strażak własną kurtą mundurową uderza płonącego, by go ugasić. Obrywa mu skórę, zrywa zeń ubranie, obnażając do żywego mięsa. Interweniują pielęgniarki, strażacy, BOR, służba bezpieczeństwa. Ta służba zareagowała nie tylko precyzyjnie w sensie operacyjnym "likwidując incydent". Natychmiast, w genialnym odruchu rozwijanego nieustannie instynktu kłamstwa, wymyśliła fałszywkę: Człowiek zapalił się od wódki. Widzieli, że społeczeństwo, któremu narzucono alkoholizm, spodlone, czuje się winne i łatwo uwierzy w każde zło, które rzekomo popełniło. Ktoś pił spirytus. Do tego musiał mieć jeszcze Extramocnego i dlatego zginął. Broń, której użyto jest typowa: zniesławienie ofiary.

Ja, mieszkający naprzeciw stadionu zbudowanego nie z myślą o sporcie, ale o masowych paradach, gdy szykowało się coś na stadionie, wyjeżdżałem za miasto. Na trzeci dzień moja pani gosposia, J.R., która miała siostrzeńca w KC, powiedziała mi w tajemnicy - która chyba mnie już nie obowiązuje - tylko niech pan nie wierzy, że w człowieku zapaliła się wódka. Sam siebie zapalił. Dlaczego - dowiem się niedługo. I powiedziała mi.

Jest jeszcze reakcja przerażenia, strachu przed płonącym. Żeby ogień nie przerzucił się na spódnicę. Żeby być z daleka? Nie być wplątanym? Widzimy to w niesamowitej sekwencji będącej punktem kulminacyjnym filmu. Jest ona zarazem najbardziej zagadkowym fragmentem filmu. Inscenizacja? Ale czy możliwe, by tak mistrzowska? Dlatego ten sam bardzo krótki fragment powtarza się: to widać płomień przesłaniający obiekt palący się, to strażak wali kurtką to coś płonącego, to ktoś przybliża się, by patrzeć, co płonie. To cofa się w przerażeniu. Widzimy, że płonie człowiek! Krzyczy, ale co - nie wiemy. Ktoś ucieka w górę stadionu. Każde zbliżenie tej sceny, filmowanej z daleka, ukazuje nam reakcję innej osoby, ukazuje jej ruch zstępujący, wstępujący, jej gesty, wobec śmierci, która wydaje się nie tylko straszna, ale i obrzydliwa.

Historia tej sekwencji jest niezwykła, paralelna do historii samospalenia się Siwca. W archiwach Kroniki Filmowej została odnaleziona zarówno kronika ukazująca dożynki jak i materiał z niej wyeliminowany. Nie było śladu samospalenia Siwca. Może nie było sfilmowane, jak zdawali się sugerować operatorzy?

Reżyser wraz z archiwistką przeglądali wszelkie dostępne materiały, kartoteki, otwierali setki kopert. Nagle... archiwistka spostrzegła kopertę z następującym napisem: "Płonący człowiek". To mógł być mnich buddyjski, gospodarz ratujący chudobę z pożaru, strażak, kierowca wyścigowy. Gdy ujrzeli, że płonącego człowieka otacza tłum na stadionie, poczuli triumf. Wyrwali z niepamięci kluczową scenę. To znalezisko można porównywać do odkrycia archeologicznego czegoś, co zdarzyło się przed tysiącleciami. Przyroda - pożerająca wszystko - jest łaskawsza niż totalitarni niszczyciele. Ten okruch, trwający jedną ósmą minuty, 168 błyskawicznie biegnących klatek, przypomina okruch amfory, z którego uczony potrafi odtworzyć jej kształt. Nakręcony prawdopodobnie nieświadomie przez operatora, bez jego wiedzy, ocalał. Strzępek celuloidu zrządzeniem losu (czy celowo?) wyjęty z torby ze ścinkami przeznaczonymi do zniszczenia i zachowany przez kogoś anonimowego, odzwierciedla historię poświęcenia się Siwca tak długo spychaną w zapomnienie.



"Kwartalnik Filmowy" 1993, nr 1

Powiązane lekcje: