Archeologia, reż. Andrzej Brzozowski, 1967
Próba pokazania na ekranie co tak naprawdę znaczy określenie "historia najnowsza", czyli przeszłość, która już stała się Historią, ale często nie przestała być bolącą, niezabliźnioną raną. Andrzej Brzozowski ze skrupulatnością naukowca, niczym autor filmu instruktażowego, przedstawił kolejne etapy prac terenowych ekipy archeologów. Scena po scenie śledzimy ich poczynania, spoglądamy na przedmioty, które odkrywają pod kolejnymi warstwami ziemi. Zamiast pokruszonych skorup i kamiennych toporków, które spodziewamy się zobaczyć, wyciągają oni z ziemi pęki kluczy, cybuchy fajek, oprawki okularów, elementy zabawek. Stopniowo odkrywamy, że wykopaliska są prowadzone na terenie byłego obozu koncentracyjnego, w miejscu, gdzie przed laty stał magazyn rzeczy odebranych ludziom przywożonym tu na zagładę.
Muzykanci, reż. Kazimierz Karabasz,
1960
Jeden z najważniejszych utworów polskiego kina. Reżyser pokazał
w nim próbę orkiestry warszawskich tramwajarzy. Przyglądamy
się im jak przychodzą na próbę, rozstawiają instrumenty, rozkładają
nuty, próbują grać. Kamera przeskakuje z twarzy na twarz, z
instrumentu na instrument. Poirytowany dyrygent przerywa, zwraca
uwagę grającym, wydaje wskazówki. Wreszcie orkiestra zaczyna
grać równo i bez błędu. Kamera również nabiera płynnych ruchów.
Muzykanci przestają być grupką osobnych grajków, stają się
jednym zespołem. Muzyka unosi się ponad halą, gdzie na początku
filmu ci sami ludzie w hałasie reperowali tramwaje. Tramwajarze
zmienili się w artystów, a chaos odgłosów pracy w harmonię
muzyki.
Powódź, reż. Jerzy Bossak i Wacław Kaźmierczak, 1947
Jeden z pierwszych powojennych sukcesów polskiego kina. Film uhonorowano Złotą Palmą w Cannes. Bossak wraz z montażystą filmu, Wacławem Kaźmierczakiem, z materiałów zrealizowanych dla Polskiej Kroniki Filmowej skomponowali przejmujący poetycki dokument o walce z niszczącym żywiołem i odradzaniu się życia po klęsce powodzi. Film o potopie, jego ofiarach, ludzkiej pomocy i powrocie do zniszczonego domu, gdy opadły wody, stał się w 1947 roku metaforą świata odradzającego się po kataklizmie II wojny światowej.
Stolarz, reż. Wojciech Wiszniewski,
1976
Przykład jednego z najciekawszych dokumentów kreacyjnych. Oglądamy
na ekranie starego stolarza przy pracy, a zza kadru płyną słowa,
w których bohater opowiada o swoim życiu. Towarzyszą im materiały
archiwalne przedstawiające różne momenty z polskiej historii
najnowszej. Wiszniewski pokazał na ekranie życiorys, który
jest metaforą polskiego losu z mijającego półwiecza. Nie chodzi
tu o pokazanie jakiegoś prawdziwego stolarza, którego poznalibyśmy
z imienia i nazwiska. Głos narratora należy do znanego z filmów
fabularnych aktora niezawodowego, Jana Himilsbacha, a spreparowany
przez Wiszniewskiego portret pewnego polskiego rzemieślnika,
któremu przyszło uprawiać swój zawód przed wojną, podczas okupacji,
w czasach stalinowskich, w latach "małej stabilizacji" i później,
pełen jest nawiązań, aluzji do wydarzeń z dziejów najnowszych.
Co chwila pojawiają się w filmie archiwalne ujęcia będące jakby
wizualnymi symbolami różnych okresów czy dekad. Reżyser każde
z nich powtarza po kilka razy. Patrzymy na chłopca, który roznosi
gazety na ulicach jednego z polskich miast w latach 30., spoglądamy
na przemarsz polskich kawalerzystów, przyglądamy się jak Adolf
Hitler tańczy na tarasie swojej górskiej rezydencji.